Szablon
 
IndeksEventsGalleryPublicationsFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 






 

 Boos, bicz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar

 Liczba postów : 49
 Punkty reputacji : 2512
 Reputation : 1
 Age : 27
 Skąd : London London London London London London London London London London London London London
http://i.imgur.com/GOhYW4D.png
http://i.imgur.com/GOhYW4D.png




Administrator




PisanieTemat: Boos, bicz   Pon Maj 28, 2012 11:15 am

Poniedziałek 28.05.2012
Kidman sika na... Zaca Efrona!
Nicole Kidman Zac Efron

Kidman sika na... Zaca Efrona!

Nicole Kidman czasy świetności ma za sobą. Mimo że jest uważana za jedną z najlepszych aktorek, miała ostatnio problemy ze zdobyciem odpowiednich ról. Dlatego chyba zdecydowała się przyjmować te coraz bardziej ryzykowne.

W Cannes swoją premierę miał film The Paperboy wyreżyserowany przez Lee Danielsa, twórcę obsypanych nagrodami Czekając na wyrok oraz Hej, Skarbie. Kidman wciela się w kobietę, która korespondencyjnie zakochuje się w mężczyźnie skazanym na karę śmierci. W filmie zobaczymy również Matthew McConaugheya w roli dziennikarza oraz Zaca Efrona, który zagra jego brata, który zakochuje się w bohaterce granej przez aktorkę.

Jak donoszą dziennikarze, którzy mieli okazję zobaczyć film, w jednej ze scen Kidman i Efron wybierają się na plażę. Chłopak zostaje poparzony przez meduzę. Nicole rusza mu z pomocą i... sika na niego. Mocz spływa po jego twarzy i klatce piersiowej.

Na tę scenę będą chyba czekali widzowie.

_________________

jakis podpis


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Sie 15, 2012 4:26 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar

 Liczba postów : 49
 Punkty reputacji : 2512
 Reputation : 1
 Age : 27
 Skąd : London London London London London London London London London London London London London
http://i.imgur.com/GOhYW4D.png
http://i.imgur.com/GOhYW4D.png




Administrator




PisanieTemat: Re: Boos, bicz   Pon Maj 28, 2012 11:34 am

Tak, ona również zaczynała być tym zmęczona. Ciągłymi drwinami i krzykami. Raz po raz ulatywała z niej energia. W zasadzie nie wiedziała, czemu to kontynuuje. Dlaczego po prostu nie obrażą się na siebie i sobie stąd nie pójdą. Pewnie chyba dlatego, że znając życie, każde z nich kierowane dumą nie przerwałoby tego milczenia między nimi i byłoby to zarazem ich ostatnie spotkanie. Pewnie dlatego chciała walczyć, choć w tak dziwaczny sposób. Mówiąc do niego dużo, aby dostał takie informacje, które nie pozwoliłyby mu po prostu odejść. Aby ruszyło go sumienie i stał tutaj z nią, chociażby tego wszystkiego jedynie słuchając. Tak, to kolejny z jakże genialnych planów Talaithy Lavoie.
Tak naprawdę nie chciała go aż tak zranić. Myślała raczej, że po prostu sprowokuje go do tego, aby przyznał, że się go nie boi. A więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby się z nią spotykał. No bo skoro ma gdzieś Claude'a, to czemu miałby zerwać z nią kontakty? Tak, to był kolejny właśnie super fajny plan, który tak czy siak się jednak posypał.
Prychnęła, kiedy rzucił kolejną złośliwą uwagę. Odwróciła na chwilę wzrok, próbując się po tym wszystkim jakoś pozbierać.
- To świetnie, że mogę bezkarnie śmierdzieć w twoim towarzystwie - wypaliła nagle, dziwnie obojętnym tonem. Chyba za dużo na raz nałożyło się tych emocji i nie do końca potrafiła sobie z nimi poradzić. I zamiast zakończyć, przystopować, brnęła w to dalej, nie mogąc się zatrzymać. Przecież mogła zdobyć się na jakiś miły, romantyczny gest, zamiast rzucać złośliwościami na prawo i lewo, zamiast go ranić, czego przecież nie chciała. Ale czuła, jakby to była reakcja łańcuchowa. Domino.
Oczywiście, że to było coś trudnego. Tu jednak trzeba zrozumieć podejście Tali - ona nigdy nie kradła po to, aby przeżyć. Ona to robiła z nudów. Sporadycznie wynosiła coś ze sklepu albo zabierała coś przypadkowym ludziom. Nie było to wielkim wyczynem. Przynajmniej wtedy, kiedy się w to wdrożyła. Żeby teraz jednak kogoś okraść, miałaby trochę problemów, bo dawno tego nie robiła. A Quentina nie doceniła - mierzyła go swoją miarą. Dlatego nic nie zauważyła, jednak nie przeszkadzało jej to. Zdziwiona też nie była. Zresztą, nie miała teraz głowy do rozmyślań na ten temat.
Kiedy się wreszcie zamknęła, mając nadzieję na uspokojenie się, stała tak twardo przed swoim kumplem-nie-kumplem czekając na jakiekolwiek słowa, reakcje. I teraz naprawdę była zaskoczona. Powiedziała tyle istotnych, trudnych faktów, a on... spytał, czy była gruba i w jakie zamienia się zwierzę. Totalnie zbiło ją to z tropu, dlatego uciekła gdzieś mętnym wzrokiem, zastanawiając się intensywnie nad odpowiedziami, które przecież znała. A myślała nad tym co najmniej, jakby jej zadał pytanie z astronomii.
- Mhm - odpowiedziała w końcu. Niestety tylko tyle zdołało przejść przez jej gardło. Nienawidziła tamtej siebie - grubej, pomiatanej przez wszystkich i użalającej się nad sobą, ale nic nie robiącej ze sobą Talaithy Lavoie. Wywołało to kilkusekundową falę wspomnień i uczuć, dlatego zacięła się chwilowo.
- Szczuroszczet - mruknęła, bo nagle zdała sobie sprawę, że to nie jest żadne imponujące zwierzę. I choć niewątpliwie miało dużo swoich plusów, to przeciętny człowiek tego nie rozumie. Każdy marzy, aby być lwem, widłowężem czy innym groźnym zwierzęcym zabójcą, heheheh. A ona była małym gryzoniem. Ale właśnie, jak świetnie gryzła!
Zastanawiała się właśnie, czy skomentuje jakąkolwiek jej wypowiedź. Jednak nie było jej to dane póki co usłyszeć, bo... Quentin ją objął. Miała wrażenie, że fala zdumienia nie opuści ją już dziś w ogóle. Stała chwilę jak kołek, nie wiedząc, co się dzieje, jednak w końcu ona również go objęła i oparła głowę gdzieś w okolicach szyi. Mokra koszulka w ogóle jej nie przeszkadzała. Nic by jej teraz nie przeszkadzało. I stwierdziła zdumiona, że mogłaby w sumie stać tak już do końca życia. - Co ty ze mną zrobiłeś Quentin, przecież ledwo się znamy - odparła cicho parafrazując jego słowa.
A potem wszystko działo się szybko, Tala znów nie mogła wyjść z zaskoczenia nad tym, co robił Tricheur. Ale dała się wciągnąć do fontanny i uśmiechnęła się szeroko. Założyła mu ręce za szyję i zamknęła oczy, oddając pocałunek. Było tak cudownie, że w zasadzie wcale nie chciała wracać do żadnych rozmyślań. Choć było to nieuniknione.
A może dałoby się już nigdy nie otwierać oczu (nie mając oczywiście na myśli czegoś tak drastycznego jak śmierć)? To byłoby coś!

_________________

jakis podpis


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pią Mar 22, 2013 11:33 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar

 Liczba postów : 49
 Punkty reputacji : 2512
 Reputation : 1
 Age : 27
 Skąd : London London London London London London London London London London London London London
http://i.imgur.com/GOhYW4D.png
http://i.imgur.com/GOhYW4D.png




Administrator




PisanieTemat: Re: Boos, bicz   Pią Sie 03, 2012 5:11 am

Admin napisał:
Tak, ona również zaczynała być tym zmęczona. Ciągłymi drwinami i krzykami. Raz po raz ulatywała z niej energia. W zasadzie nie wiedziała, czemu to kontynuuje. Dlaczego po prostu nie obrażą się na siebie i sobie stąd nie pójdą. Pewnie chyba dlatego, że znając życie, każde z nich kierowane dumą nie przerwałoby tego milczenia między nimi i byłoby to zarazem ich ostatnie spotkanie. Pewnie dlatego chciała walczyć, choć w tak dziwaczny sposób. Mówiąc do niego dużo, aby dostał takie informacje, które nie pozwoliłyby mu po prostu odejść. Aby ruszyło go sumienie i stał tutaj z nią, chociażby tego wszystkiego jedynie słuchając. Tak, to kolejny z jakże genialnych planów Talaithy Lavoie.

Spoiler:
 

Kod:
Tak, ona również zaczynała być tym zmęczona. Ciągłymi drwinami i krzykami. Raz po raz ulatywała z niej energia. W zasadzie nie wiedziała, czemu to kontynuuje. Dlaczego po prostu nie obrażą się na siebie i sobie stąd nie pójdą. Pewnie chyba dlatego, że znając życie, każde z nich kierowane dumą nie przerwałoby tego milczenia między nimi i byłoby to zarazem ich ostatnie spotkanie. Pewnie dlatego chciała walczyć, choć w tak dziwaczny sposób. Mówiąc do niego dużo, aby dostał takie informacje, które nie pozwoliłyby mu po prostu odejść. Aby ruszyło go sumienie i stał tutaj z nią, chociażby tego wszystkiego jedynie słuchając. Tak, to kolejny z jakże genialnych planów Talaithy Lavoie.

_________________

jakis podpis
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content










PisanieTemat: Re: Boos, bicz   

Powrót do góry Go down
 

Boos, bicz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Szablonowe Forum  ::  :: 
hogwart
 :: Wielkie Schody
-
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog
Czarodzieje | Czarodzieje